Czy kobiety dostaną połowę najlepszych miejsc na listach wyborczych?

Czy kobiety dostaną połowę najlepszych miejsc na listach wyborczych?
Kongres Kobiet apeluje do Grzegorza Schetyny, by kobiety zajęły przynajmniej 50 proc. najlepszych miejsc na listach wyborczych. Zdaniem autorek listu do przewodniczącego PO to się po prostu opłaca. – PiS stawia na kobiety i dzięki temu jest partią, która cieszy się dużym poparciem i zapleczem – mówi prof. Magdalena Środa, wiceprezeska Kongresu Kobiet.

Według sygnatariuszek listu ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że opozycji potrzebne są nowe twarze. „Ludzie są zniechęceni partyjną hegemonią i partyjnymi roszadami” – piszą członkinie Kongresu Kobiet. I proponują Grzegorzowi Schetynie nowe rozwiązanie – chcą wprowadzenia rzeczywistego parytetu na listach koalicji, to znaczy: 50 proc. kobiet na listach, 50 proc. pierwszych miejsc dla kobiet i 50 proc. miejsc ostatnich.

Prawdziwy parytet, ale tylko na jakiś czas

Obowiązek stosowania parytetów na listach wyborczych został wprowadzony w Polsce w 2011 roku (z inicjatywy Kongresu Kobiet) i gwarantuje, że przynajmniej 35 proc. spośród wszystkich kandydatów obecnych na liście muszą stanowić kobiety. W praktyce daje to niewiele, bowiem miejsca na listach wcale nie są równe. Największe szanse na wybór mają kandydaci z pierwszych, a także ostatniego miejsca. Tymczasem pozycje w środku listy określane są mianem „niebiorących” – czyli takich, z których mandat uzyskać bardzo trudno.

Dlatego Kongres Kobiet chce pójść dalej. – To postulat nie tylko parytetu, bo parytet może być fikcją jeśli kobiety „wciśnie się” na niebiorące miejsca, ale realnego parytetu. Bez „3 X 50%” udział kobiet w tych wyborach będzie fikcją, co stanie się ze szkodą dla kraju, i ze szkodą dla demokracji – mówi prof. Magdalena Środa, wiceprezeska Kongresu Kobiet.

Dlaczego kobiety nadal potrzebują parytetowego wsparcia? – Chodzi głównie o to, by zneutralizować tak zwaną męską dywidendę. Dla zrobienia politycznej kariery często wystarcza być mężczyzną. Nie zawsze decydują o niej umiejętności, doświadczenie, wiedza. Mężczyzna tylko dlatego, że jest mężczyzną ma „do przodu”. Kobieta musi ciężko pracować, musi się zasłużyć, musi przedrzeć się przez stereotypy i uprzedzenia. Parytet natomiast pozwala wyrównać sytuację. Pozwala kobietom na równi z mężczyznami konkurować o miejsce w ciałach ustawodawczych i innych – uważa prof. Środa.

Jej zdaniem samo wprowadzenie parytetów trwale zmieni sytuację kobiet w polskiej polityce. Po dwóch, trzech kadencjach ich równa obecność stanie się oczywistością, a formalne parytety przestaną być potrzebne. Wyborcy zrozumieją po prostu, że kobiety, stanowiące w końcu połowę społeczeństwa, mogą zajmować także połowę miejsc na listach wyborczych.

– Co ciekawe doskonale rozumie to partia rządząca, która nie mówiąc nic o parytetach, promuje kobiety. Wie, że przynoszą one sukces: są pracowite, popularne w społecznościach lokalnych. PiS stawia na kobiety i dzięki temu jest partią, która cieszy się dużym poparciem i zapleczem. Ubolewania godne jest to, że stawia na kobiety, które nie uznają praw kobiet, ale które są za to posłuszne i idealnie dostosowane do prorodzinnej, antyfeministycznej polityki rządzącej oligarchii PiS – uważa Środa.

Koalicyjna układanka czy parytet?

Problem w tym, że zdaniem ekspertów mało prawdopodobne jest, by apel udało się zrealizować. – Postulat został skierowany do ugrupowań, które będą tworzyły koalicję – spory w pierwszej kolejności będą dotyczyły tego, ile miejsc na liście przypadnie kandydatom konkretnej partii. Kwestia płci może się okazać w tej sytuacji wtórna – uważa Małgorzata Druciarek, kierowniczka Obserwatorium Równości Płci.

Większy optymizm prezentują za to politycy PO, choć przyznają, że koalicyjne układanki to bardzo istotny czynnik. – Wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądał ostateczny kształt koalicji. Niemniej jednak prowadziłyśmy na ten temat rozmowy z Grzegorzem Schetyną i wiem, że on także rozumie potrzebę wzmocnienia pozycji kobiet na listach wyborczych. Dlatego mam nadzieję, że zaproponowany postulat 50 proc. jedynek dla kobiet uda się zrealizować w tegorocznych wyborach parlamentarnych – mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, wicemarszałkini Sejmu z PO.

– Platforma Obywatelska była pierwszą partią w Polsce, która wprowadziła kwoty na swoich listach wyborczych, a w niedawnych wyborach do Parlamentu Europejskiego wprowadziliśmy zasadę pełnego parytetu. Na listach wyborczych kobiety stanowiły 50 proc. kandydatów. To najlepszy dowód na to, że Platforma Obywatelska rozumie potrzebę wzmacniania szans kobiet na równy udział w wyborach parlamentarnych, a wprowadzanie dodatkowych mechanizmów promowania kobiet przynosi wyniki – podkreśla Kidawa-Błońska.

Dowiedz się więcej

What's Your Reaction?

like
0
dislike
0
love
0
funny
0
angry
0
sad
0
wow
0